środa, 4 grudnia 2013

Szczep 2.0




             3 listopada minęły dokładnie dwa lata od kiedy mam przyjemność przewodzić szczepowi 169 Warszawskich Drużyn Harcerskich i Zuchowych im. Alka Dawidowskiego. Przede mną było 10 poprzedników, zdarzały się lata chude i tłuste, bywały obozy wybitne i zupełnie przeciętne. Nie chcę jednak skupiać się na wspaniałej historii szczepu, który w wielu kręgach uchodzi za jeden z bardziej specyficznych – ma swoją konstytucję, sztandar, niektórzy z nas robią korowaną pionierkę (no szok!).
                W trakcie 2 lat swoich zmagań na funkcji szczepowego, naszła mnie już niejedna refleksja na temat sensu istnienia i najlepszego modelu szczepu. Tak się składa, że jako osoba odpowiedzialna głównie za wsparcie drużyn z naszego środowiska, mam okazję do współpracy z hufcowymi z aż 4 hufców, dużą grupą opiekunów na stopnie harcerskie i stopnie instruktorskie, opiekunami drużyn oraz z komendantami Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy i Mazowieckiej  Chorągwi Harcerek. No właśnie, gdzie w tym gąszczu drużynowy ma szansę znaleźć czas na współpracę ze szczepem? Czy aby nie przesadzamy podporządkowując go aż 5 osobom, które są odpowiedzialne za jego rozwój i kontrolę działań jego drużyny? Jak to wszystko skoordynować? No i przede wszystkim czyj głos w tym zespole opiekunów jest najważniejszy?
                Często dzieje się tak, że przez nadmiar „partnerów zewnętrznych” drużynowy zaniedbuje relacje z jednym lub kilkoma z nich. Przykładowo drużyna działa bardzo mocno w szczepie, ale jest niedostępna dla hufca lub na odwrót. Powoduje to masę konfliktów, utrudnia proces podejmowania decyzji i rozmywa odpowiedzialność za kształtowanie młodego instruktora.
                Dla przykładu w Stowarzyszeniu Harcerskim, podobnie jak i w ZHP hufiec jest strukturą nadrzędną w stosunku do szczepu. U nas, albo szczepy nie mają racji bytu, albo wchodzą zbyt intensywnie w kompetencje hufca, zdejmując odpowiedzialność z ich komendantów. Ponadto tworzą dziwną formę koedukacji. Po co w takim razie tworzyć osobną organizację harcerzy i harcerek, skoro już na poziomie lokalnym ma miejsce pełne współdziałanie w wychowaniu obydwu płci? W efekcie drużyny należące do szczepów jeżdżą niemal zawsze na obozy koedukacyjne, wspólnie z drużynami przeciwnej płci ze środowiska organizują niemal każdą akcję, co utrudnia rozwinięcie  samodzielności drużyny jako osobnej jednostki i przede wszystkim w pełnego rozwinięcia potencjału wychowawczy.
                Z pewnością problem ten jest znacznie bardziej złożony i wypadałoby powiedzieć o nim więcej, niemniej według mnie ciekawym rozwiązaniem byłoby przemodelowanie szczepów. Zamiast wspólnych kołchozów, które często oduczają drużynowych samodzielności i wszczepiają koedukacyjne nawyki w pracy metodycznej, warto byłoby stworzyć coś na kształt „pionów wychowawczych”. O czym mowa? Ano w skład każdego z nich wchodziłyby 3 jednostki: gromada zuchowa, drużyna harcerska i drużyna wędrownicza/starszo harcerska. Oczywiście wszystkie jednakowej płci. Kilka takich pionów wchodziłoby w skład hufca, a na ich czele stałby oczywiście szczepowy, który koordynowałby bezpośrednio współpracę między znajdującymi się w nim jednostkami, dbałby o rozwój instruktorów, współpracę ze szkołą i przede wszystkim zapewniłby ciągłość funkcji, pilnując, żeby chłopaki lub dziewczyny płynnie awansowali w harcerskiej hierarchii. Dopiero z kilkoma szczepowymi współpracowałby hufcowy, który mógłby animować działania na poziomie regionalnym. Być może wymagałoby to także powiększenia obszarów działania hufców, co z pewnością spowodowałoby nieco fuzji między jednostkami.
                Pozostaje pytanie co z drużynami, które nie współpracują z gromadami i wędrownikami. Otóż gdzie jest powiedziane, że szczep musi istnieć? Mnóstwo środowisk nie korzysta z tej formy współpracy i świetnie sobie radzą. Taki sposób współpracy musi być wykorzystywany w jakimś celu. Tymczasem mam poczucie, że bardzo  często działamy w szczepach, bo tak było od zawsze lub tak jest łatwiej. Warto jednak zastanowić, się, czy we współczesnej formie nie wprowadzają one nadmiaru jednostek, do których przynależy drużyna i nie zaburzają hierarchii drużyna-hufiec-chorągiew-organizacja. Poza tym przywiązanie do koedukacyjności jest często aż nadto widocznie i wywiera potężny wpływ na pracę wychowawczą.
                Na koniec powiem, iż nie uważam, że w związku z tym należy rozwiązać wszystkie szczepy. Jestem dumny ze swojego środowiska, któremu przewodzę, ale chodzi mi o to, żeby nie bać się szukać wydajniejszych i odważniejszych rozwiązań, które długofalowo mogą się opłacić. Argument mówiący o tym, że szczepy dbają o majątki i sprawy organizacyjne drużyn wydaje mi się już nieco zużyty. Do takiego działania nie potrzeba wprowadzać koedukacyjnych form. Model 3 drużyn tworzących „pion wychowawczy” mógłby po pierwsze jasno określić kompetencje i zakres odpowiedzialności szczepowego i hufcowego, po drugie znacznie usprawniłby komunikację, po trzecie stworzyłby narzędzie stymulujące rozwój gromad zuchowych i drużyn wędrowniczych wokół harcerzy/harcerek. Jeśli chodzi zaś o koedukację, to wspólne zbiórki chłopaków z dziewczynami można organizować bez istnienia szczepów, w których obecnie za wychowanie dziewczyn często odpowiada facet lub odwrotnie.

15 komentarzy:

  1. Uważam bardzo podobnie, jednakże w mojej wizji szczepowym winien być jeden z drużynowych. Koordynowanie współpracy w Szczepie nie jest tak dużym obciążeniem, by nie można było robić tego pełniąc funkcję drużynowego, a przyniosłoby to oczywiste korzyści. Ogólnie bardzo się zgadzam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba pierwszy sensowny glos w dyskusji na temat Szczepow i tego jak powinny funkcjonowac zeby sie nie dublowac z hufcem. Zdecydowanie w tej materii potrzebne jest podjecie jakiegos dzialania. Z wlasnego doswiadczenia widze do jakich patologii moga doprowadzic nadaktywne Szczepy, a wymarle hufce... Propsy Macku!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się jednak nie zgodzę z tym, że argument mówiący o tym, że szczepy dbają o majątki i sprawy organizacyjne drużyn wydaje mi się już nieco zużyty.
    Miałam przyjemność prowadzić drużynę w czasie gdy szczep nie istniał (będąc przyboczną) i w czasie kiedy się reaktywował (będąc już drużynową). Gdy się reaktywował odpadło mi wiele obowiązków stricte organizacyjnych (typu organizacja spotkania/biwaku wigilijnego, organizacja zimowiska czy obozu, akcji zarobkowych, prowadzenie i rozliczanie książki finansowej drużyny) i dzięki temu mogłam się bardziej skupić na pracy wychowawczej z drużyną nie martwiąc się o szukanie i błaganie komendantów o to, by wzięli naszą drużynę na jakikolwiek wyjazd itp. Dzięki temu, że ja miałam mniej na głowie przez co odczuła to cała drużyna powiększając się dwa razy i zdobywając najwyższe miana kategoryzacyjne (podobnie jak siostrzane i bratnie drużyny w szczepie). Również ja się czułam spokojniejsza mając kogoś, kogo znam od dawna i kogo mogę się zawsze poradzić, kim nie zawsze dla drużynowego jest hufcowy. Szczep mi dawał wtedy ogromne wparcie (i mam nadzieję, że nadal daje drużynowym :) ).
    Nie zgodzę się również z ostatnią częścią ostatniego zdania "obecnie za wychowanie dziewczyn często odpowiada facet lub odwrotnie" - aktualnie jestem szczepową od prawie pół roku i nijak nie czuję bym wpływała na wychowanie moich harcerzy w szczepie, być może jestem za krótko szczepową, ale moja funkcja ogranicza się głównie do tego, by zapewnić zaplecze organizacyjne moim drużynom, by drużynowych odciążyć od problemów, którymi nie muszą się zajmować. (Nie wyłączam z tego oczywiście delegacji zadań między drużynowych). Wychowaniem zajmują się drużynowi. Taka jest moja wizja tej funkcji – nie wiem, być może błędna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę błędna z mojego punktu widzenia, albowiem zakładasz, że praca wychowawcza odbywa się... No właśnie, gdzie? Czy to wszystko o czym piszesz, dokumentacja finansowa, organizacja biwaków, akcja zarobkowa to nie jest świetne pole do popisu drużynowego - wychowawcy? Bo idąc tropem Twojego rozumowania należałoby zrezygnować z wart kuchennych, będących obowiązkiem stricte,organizacyjnym i zatrudnić profesjonalistów, by uczestnicy mogli się pojawić na wszystkich grach, by w pełni podlegać wychowaniu. Drużyna nie będąca sobie w stanie sama poradzić z takim wyzwaniem nie jest drużyną najlepszą - przed wojną takie drużyny grupowały hufce, podczas gdy te najlepsze działały samodzielnie. To jest problem ZHRu - oderwanie "wychowania" od zaplecza gospodarczego. Oczywiście na poziomie drużyn. PS. Moja drużyna też sama tego nie robiła, robił to za nią szczep. I żałuję :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za komentarze, cieszę się, ze ktoś myśli w tych sprawach podobnie. Cieszę się też, że jest i różnica zdań. To prawda, że w obecnej formie szczep załatwia wiele spraw organizacyjnych, ułatwia pracę drużynowym. Pytanie jednak, czy tego samego nie zapewni hufiec lub "pion wychowawczy"? W obecnej formie szczep jest przyzwoity, przy mocnym komendancie może być nawet dobry, ale chodzi o to, żeby stał się bardzo dobry. "Pion wychowawczy" miałby możliwość gromadzenia instruktorów, którzy już nie prowadzą swoich jednostek, ale którzy chcieliby wspierać drużyny, z których się wywodzą. Tacy "wujkowie" mogliby z powodzeniem załatwiać sprawy organizacyjne - KPH, dofinansowania, przejazdy, biwaki, obozy, nie wchodząc jednocześnie w kompetencje hufcowego, bo byliby podrzędni względem szczepowego, który byłby podrzędny z kolei względem hufcowego.

    Jeśli zaś chodzi o wychowanie przez szczepowego, to może faktycznie nie robi on zbiórek zastępów, itp. ale oddziałuje bardzo mocno poprzez organizowanie różnych akcji, o czym mówi Dyzma. To, że razem sprzątamy magazyn jest także okazją do wychowania, czasem znacznie lepszą i naturalniejszą niż zbiórka, na której modeluje się tylko pewne sytuacje wychowawcze. Poza tym w szczepie bardzo często rozwiązuje się spory, dyskutuje o planach pracy, zmianach funkcji w drużynach, a to wszystko są sytuacje wychowawcze.

    To co mi najbardziej przeszkadza, to fakt, że szczepy zwalniają z poczucia obowiązków hufcowych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dyzma, jeśli chodzi o bycie drużynowym i szczepowym jednocześnie. Byłem w drużynie gościa, który jednocześnie prowadził szczep i drużynę - słabo to wyglądało. Rok temu widziałem jak na obozie funkcjonuje gość, który prowadził szczep i drużynę - słabo to wyglądało. Ja chcę być szczepowym, ale zdecyduję się na to dopiero wtedy, gdy oddam drużynę.
    Być może to kwestia tego, że szczep w moim hufcu (ZHP Mokotów) to dość specyficzna struktura. Jest ileś rzeczy jakie robi z drużynowymi (czasem przybocznymi i zastępowymi) szczepu - Rada Szczepu, zbiórki szczepu, organizacja obozu, praca z bohaterem. Kilka rzeczy robi w hufcu - Rada Szczepowych i współtworzenie innych działań hufca. Zazwyczaj ci szczepowi są zaangażowani w życie hufca (kapituły, komisje instruktorskie, zespół kadry kształcącej).
    Jednak przede wszystkim szczepowy-drużynowy traci funkcję mediatora przy konfliktach (i bardziej pospolitych sporach) w Radzie Szczepu. Czasem wszystkie drużyny w szczepie przejmą niemal w tym samym momencie młodzi drużynowi. I kto ma zostać szczepowym jak żaden nie jest gotów do myślenia w interesie szczepu, a nie swojej drużyny?
    Nie mówię, że kategorycznie nie można być szczepowym i drużynowym jednocześnie, ale niekoniecznie to dobra opcja. Inną sprawą jest to, że nie mam poczucia, żeby tych 13 instruktorów, którzy są szczepowymi w hufcu się marnowało.

    OdpowiedzUsuń
  7. Prowadziłem Szczep przez 6 lat, paroletnia przerwa, i jeszcze rok. Razem siedem. Raz że ładna liczba, a dwa ze daje mi prawo coś na ten temat napisać. Spotkałem w tym czasie wielu hufcowych i szczepowych. Jednych i drugich raz lepszych raz gorszych.

    1. Jeśli Szczep czy jakakolwiek komórka ZHR ma pełnić tylko i wyłącznie role gospodarczą to nie ma sensu (patrz Ungeheuer ,,Próby Wodzów'' - gawęda o ruchu i organizacji). Ja osobiście, i z resztą moi poprzednicy i następcy w Siódemce widzieli prace Szczepu i druzyn zawsze jako prace metodyczną. Pewnie dlatego działamy nieprzerwanie od 1917 roku (w przeciwieństwie do ZHR który ma zaledwie dwadziścia kilka lat i nie wiem czy znam hufiec który przetrwał by od początku ZHR do teraz).

    2. Jesli Szczep, hufiec lub jakakolwiek organizacja jest prowadzona dobrze to

    a) sprawia że drużynowi go współtworzą - z tego wynika ze czują sie za niego współodpowiedzialni. I tej współodpowiedzialności uczą swoich zastępowych.
    Sprawy organizacyjno gospodarcze prowadzą wspólnie.
    A wiadomo, dlatego harcerstwo opiera sie na zespołach, że współpracując mozna wiecej zdziałać.

    b) Drużynowi którzy tworzą zgodnie z Baden Powellowska myślą zastęp Szczepowego, mają możliwość rozwoju i wpływania na siebie. A dobry zastęp drużynowych to dobre zastępy zastępowych, i dobre w efekcie drużyny. Drużynowi więc prowadzą samodzielnie swoje drużyny, zyskują jednak miejsce gdzie mogą pracować nad swoimi umiejętnościami i charakterami.
    (Sprawa wtrącania się w prace drużyn może dotyczyć tak złego szczepu jak i złego hufca).

    3. Koedukacja. Drużyny po to są męskie i żeńskie i po to mamy dwie organizacje, zeby działały odrębnie. Są z tego oczywiste pozytki. Nie mam żadnych wątpliwości. Dobry Szczepowy też o tym wie i tego nie zmienia.

    A jednak druzynowi to najcześciej już harcerze orli i wędrowniczki. Ludzie którzy w kolejnym kroku swojego zycia beda tworzyli rodziny. Ludzie którzy w takim razie powinni uczyć się współpracy i współdziałania i to właśnie (o zgrozo!) z osobą płci przeciwnej.
    No, chyba że ZHR przestał być organizacja chrzescijanska wspierającą rodziny i staje sie organizacja ,,nowoczesną'' ;)

    Tak jak w zyciu nadchodzi moment w którym uczysz sie budować prycz, tak nadchodzi moment kiedy powinienes nauczyć sie rozmawiac i wspópracować z osobami o przeciwnej płci..
    I tego również ZHR powinien uczyć (zresztą chce biorąc pod uwage wymagania na stopnie). Szczep jest do tego miejscem bardzo dobrym.

    Podsumowując,
    Być może to co powiem za chwile ktos moze powiedzieć o swoim hufcu, ja nie.
    Natomiast moge i z dumą mówie to o Szczepie.
    To dzięki Siódemce wiem jak wspólnie i zgodnie dzielić radości i troski rodzinne.
    To Szczep nauczył mnie, że ,,nie istnieje niemożliwe''. Jak każde swoje marzenie moge zamienić w czyn.
    To Szczep nauczył mnie czym jest prawdziwa przyjaźń.
    To Szczep wreszcie pokazał mi że każdy dzień jest po to żeby stawać sie dobrym człowiekiem.

    Jest to bez wątpienia mocny argument za istnieniem Szczepów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Michał, wszystko zależy od tego, czego oczekuje się od Szczepu. W koncepcji Maćka, która jest też moją, funkcja szczepowego jest dość specyficzna. Nie chcę się nad tym rozwodzić, ale wydaje mi się że rozwiązałoby to istotny problem - konfliktu kompetencji. Podwójne zwierzchnictwo w ZHR, szczepowego i hufcowego. Przy tym szczepowy drużynowy przy pionowym szczepie myślałby o pozostałych dwóch jednostkach, bo stanowiłyby naturalne przedłużenie, bądź poprzedzenie procesu wychowawczego. Przesuwanie przybocznych do np gromady musiałoby się odbywać na zasadzie konsensusu. A no i istotne dla mnie jest to, że instruktor myśli nie w interesie konkretnej jednostki, lecz wychowanków i procesu och wychowania.

    Ja Pawle wywodzę się z 16WDH, która jest starsza nie tylko od ZHR, ZHP, ale jest niemalże równolatką drużyn lwowskich. Do tego działa nieprzerwanie, poza okresem stalinizmu (rozwiązania harcerstwa). Swoją drogą hufców istniejących od założenia ZHR jest kilka, poszukaj;) instruktorzy nie tworzą zastępu, bo nie są naturalną grupą rówieśniczą. Do koedukacji nie trzeba szczepu, wystarczy świadomy drużynowy, który wie czego potrzebują w konkretnym wieku jego harcerze. Dogaduje się z harcerkami i robią coś razem, po co wtłaczać to w ramy organizacyjne? Zresztą łatwiej wtedy współpracować z kilkoma środowiskami żeńskimi, dając chłopcom różne możliwości ;)

    No i chyba tyle. No, jeszcze kwestia osobistych doświadczeń. Wszystkich tych rzeczy można się jednak nauczyć i poza harcerstwem ;)

    Znam kilka argumentów za istnieniem Szczepu w formie bardziej tradycyjnej niż propozycja Maćka, ale jeszcze ich tu nie wyczytałem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz ze nie można mówić o zastępie szczepowego? Może nie można .. ale dobry szczep można poznać po tym ze działa w nim właśnie taki zastęp. Ale jak mamy się trzymać jakiś definicji - to mogę nazywać to grupę po prostu Ekipą :) Na jedno wyjdzie.

      Rozumiem że czytałeś ,,na szybko'' z telefonu, albo to ja nie precyzyjnie napisałem.
      Raz więc jeszcze. Sprawa współpracy drużyn i harcerzy (formy koedukacji na poziomie gosci z drużyny jak najbardziej zostawiam drużynowemu. Natomiast formacje drużynowych i komendy szczepu - jak najbardziej szczepowemu. I wlaśnie tu ten element wpółdziałania kobiet i mężczyzn ma kluczowe znaczenie w dalszym życiu.

      Pozdrawaim!

      Usuń
  9. Wybaczcie chaotyczność i błędy, ciężko się pisze z telefonu;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Swoją drogą zwrócę Waszą uwagę (nie jest to osobisty przytyk) na to, że prawdopodobnie 99% harcerzy w naszym kraju dotkliwie kaleczy nasz piękny język używając formy "prycz", podczas gdy winno stosować się formę jedyną prawidłową - "prycza". Za tym idzie odmiana, nie "budować prycz", lecz "budować pryczę";)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki za uwagi. Paweł, mam podobne spostrzeżenia odnośnie istnienia szczepu co Ty. Kłopot w tym, że jak dla mnie jest to rozwiązanie zaledwie niezłe, a chciałbym znaleźć bardzo dobre. To co w ZHP jest znacznie prostsze - szczep podlega pod hufiec, hufiec pod chorągiew, i tak dalej, u nas jest dużo trudniejsze.

    ZHR potrzebuje określić po co są szczepy, bo w tej formie to nie ma sensu. To znaczy albo usuniemy hufce, albo szczepy, jeśli nie chcemy szukać trzeciej drogi, którą proponuję. Póki co staram się prowadzić szczep na zasadach podobnych co te, o których mówisz. Jestem jednak zdania, że zmieniając jego charakter, moglibyśmy znacznie podnieść jakość pracy z instruktorami. Niestety w moim przypadku dochodzi jeszcze odpowiedzialność za żeńskie drużyny, którymi w tej chwili nie ma komu się opiekować, zwłaszcza, że hufce do których należą, nie są w dobrej kondycji.

    Co do bycia szczepowym i drużynowym jednocześnie - przechodziłem przez to i nie polecam. Uważam, że aby działać na 100%, trzeba zdefiniować sobie priorytet i prowadzenie 2 jednostek jednocześnie dało mi do zrozumienia, że muszę wybrać, bo inaczej będę zaniedbywał jedną z nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do koedukacji, to zauważyłem zależność, że najbardziej "rozchwytywane" są drużyny bez szczepów ;) Tak na serio, to Dyzma napisał coś pod czym się podpisuję w tym temacie.

      Usuń
    2. Cały kłopot ze znalezieniem rozwiązania jest taki:
      ,,Niestety w moim przypadku dochodzi jeszcze odpowiedzialność za żeńskie drużyny, którymi w tej chwili nie ma komu się opiekować, *zwłaszcza, że hufce do których należą, nie są w dobrej kondycji*.''

      Albo taki:
      ..W hufcu mamy taki problem że szczepy choć słabo działają mają duży wpływ na drużyny które nie mogą osiągnąć dobrego poziomu''

      Czyli likwidacja jednego albo drugiego powodowalaby oczywiste straty. Dlatego trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie pomiędzy (przy czym rozcinanie dobrych szczepów na dwie częsci tez prowoduje stratę)

      Może chodzi tu po prostu o współprace i współdziałanie szczepu i hufca?
      W koncu harcerz za brata uwaza drugiego harcerza..

      Z mojego doswiadczenia wiem ze taka wspolpraca jest mozliwa (co prawda w naszym przypadku oba hufce męski i żeński są własciwie utworzone z drużyn naszego Szczepu (+dodatki z innych srodowisk) a hufcowymi są ludzie od Nas stąd pewnie i łatwiej się współpracuje. Ale jednak to znaczy ze taka współpraca jest możliwa.

      Jeśli jednak hufcowy nie potrafi dogadac sie ze szczepowym (albo na odwrót), to oboje powinni sie zastanowic czy powinni pelnic swoje funkcje zeby ten brak braterstwa przekazywac dalej

      Usuń
  12. Za długi komentarz napisałem i nie mogę go opublikować :(

    OdpowiedzUsuń