Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej
chlubi się faktem, że jest rzekomo jedyną organizacją harcerską nawiązującą
bezpośrednio do spuścizny po Harcerstwie okresu międzywojennego, a odrzucającą
wątpliwej wartości naleciałości z okresu PRL. Jednak ZHP sprzed reform 1948 r.
cechował się czymś więcej niż bogoojczyźnianymi hasłami i brakiem koedukacji. O
jego ogromnej wartości świadczyły przede wszystkim dokonania na polu
kształtowania odpowiedzialnych obywateli. I w tej mierze ZHR ma dużo do
nadrobienia. Opublikowany dziś na łamach Kuźnicy list anonimowych rodziców harcerzy ZHR doskonale pokazuje błąd w myśleniu, którym odznacza się także
spora część grona instruktorskiego tej organizacji.
Samodzielność w myśleniu
Celem do którego dążono w harcerstwie od
ponad stu lat było ukształtowanie rzeszy obywateli gotowych podjąć zdecydowane
działania na rzecz swojej społeczności i kraju. Dorosły harcerz jeździł na wsie
propagując wyższą kulturę rolną. Harcerskie patrole sanitarne podróżowały po
prowincji edukując miejscowych w zakresie zasad higieny i udzielając doraźnej
pomocy medycznej. Nawet po wojnie wiele drużyn harcerskich działało na rzecz
społeczeństwa polskiego. Przykładem jest akcja „Warmia i Mazury” z 1956r.,
podczas której harcerze wsławili się poprzez szeroko zakrojone działania
zmniejszające niechęć Mazurów do nowego państwa, w którego skład weszli i dążące
do osłabienia emigracji.
Żadna z tych inicjatyw nie mogłaby wejść
w życie, gdyby nie przekazywana w harcerstwie od wczesnych lat postawa
krytycznej analizy zastanej rzeczywistości i próby jej zmiany na lepsze.
Harcerze starali się zrozumieć problemy otaczającego ich świata, a następnie im
zaradzić. Stanowisko autorów listu, a także dużej części grona instruktorskiego
ZHR, całkowicie uniemożliwia wykształcenie takiej postawy w młodym pokoleniu
harcerzy. Dzisiejsi dwudziestolatkowie widzą, że harcerstwo przeżywa głęboki
kryzys. W większości środowisk drużyny znajdują się w odwrocie. Niektórzy
harcerze diagnozują przyczynę kłopotów w postaci anachronizmów, które według
nich widnieją w Prawie Harcerskim. Ich zdaniem pewne elementy Prawa nie są
adekwatne do dzisiejszego społeczeństwa.
Abstynencja w ZHR
Sztandarowym tego przykładem staje się
ostatnio punkt dziesiąty Prawa Harcerskiego: Harcerz jest czysty w
myśli, mowie i uczynkach, nie pali tytoniu i nie pije
napojów alkoholowych. Zwolennicy reformy postulują zastąpienie zakazu
palenia tytoniu i spożywania alkoholu wymogiem wolności od uzależnień.
Podkreślają, że celem wychowawczym dziesiątego punktu jest właśnie ukształtowanie
człowieka, który jest panem samego siebie, a nie sama wstrzemięźliwość od
napojów alkoholowych. Reformatorzy zdają sobie sprawę z upadku międzywojennych
teorii o absolutnej szkodliwości alkoholu w nawet najmniejszej ilości.
Przyjmują również do wiadomości, że owa liberalizacja przyniesie duże korzyści
w postaci zwiększenia atrakcyjności harcerstwa, a więc i zakresu oddziaływania
na młodzież. Po zbilansowaniu potencjalnych zysków i strat doszli do wniosku,
że z korzyścią dla wychowanków będzie, jeśli dziesiąty punkt Prawa zostanie
poddany zmianie.
Motywacją tego grona reformatorów jest
troska o dobro Związku, a przez to o dobro kraju. Jeśli zamiast dialogu i
wymiany argumentów opartej na fundamentalnej dla harcerzy zasadzie braterstwa i
uczciwości, spotykają się oni z obelgami i ostracyzmem, prowadzi to do
zniszczenia atmosfery swobodnej wymiany pomysłów.
Szkodliwy list rodziców
Niesłychaną hipokryzją w tym kontekście
staje się sformułowanie zawarte w liście: „Odebrane w młodości nie najgorsze
wychowanie oraz zasada chrześcijańskiego miłosierdzia powstrzymują nas przed
całkowitym zmasakrowaniem przytoczonych argumentów. Z pewnością jednak stanowią
one obrazę ludzkiej inteligencji…”. Autorzy listu nie dość, że powołują się na
wychowanie i wartości, którym po chwili zaprzeczają pisząc obraźliwe wyrażenia,
to jeszcze uniemożliwiają młodemu pokoleniu harcerzy samodzielne dojście do
rozwiązania problemu. Wyszydzanie projektu zmian poprzez określenie go jako
„skauting piwny” jest zupełnym zaprzeczeniem otwartej, merytorycznej dyskusji,
którą promujemy w Związku jako narzędzie pracy dojrzałego, nowoczesnego
obywatela.
Główną zasadą w wychowaniu harcerskim
jest honor. Harcerz nie waha się wziąć odpowiedzialności za swoje słowa i
czyny. Anonimowa forma listu wyśmiewającego nie tyle projekt zmian, co raczej
samych reformatorów stanowi bardzo zły przykład dla jego młodszych czytelników.
Autorzy pokazują, że można napisać obelżywe zwroty, wyszydzić czyjąś troskę o
dobro wspólne, a na koniec zataić własną tożsamość. Drodzy Rodzice, Wasza rola
jako autorytetów dla młodych harcerzy jest nie do przecenienia. Jednak czy w
walce o utrzymanie dziesiątego punktu Prawa nie zapomnieliście o pierwszych
pięciu?
Prawdziwe zagrożenie
Otwartość, szacunek, braterstwo – to
niegdyś były wartości wspólne dla wszystkich harcerzy, niezależnie od ich
poglądów na metodykę i idee. Stygmatyzowanie ludzi o określonych pomysłach,
wykluczanie niektórych tematów poza obręb nadających się do dyskusji – oto
prawdziwe zagrożenie dla harcerstwa w Polsce. Straszniejsze niż nadużywanie
alkoholu. I o wiele bardziej realne.
pwd. Michał Nowowiejski
drużynowy 1WDH "Czarna Jedynka"
Trudno mi uwierzyć, że dyskusja na temat 10 punktu odbywa się na serio. Oczywiście widzę adekwatność argumentów za zmianą 10 punktu i idącą za nią zmianą podejścia do alkoholu (bo o niego głównie chodzi), ale obawiam się, że każda liberalizacja tego punktu będzie niosła ze sobą poważne konsekwencje. Zakaz jest czymś prostym. Łatwo go egzekwować. Gdy zamienimy go na "wolność od uzależnień" to damy szerokie pole do interpretacji. Wiadomo kim jest abstynent. Nie wiem natomiast kim miałby być pijący harcerz. Mógłby on tylko trochę popijać czy może jednak mógłby od czasu do czasu zaliczyć zgon? W sumie sam alkoholizm to choroba. Czy harcerz złamie zreformowany 10 punkt dopiero wtedy gdy lekarz postawi taką diagnozę?. Z "innej beczki", Dyskusja na temat abstynencji przynajmniej z moich bardzo pobieżnych obserwacji toczy się generalnie między dogmatykami a rewizjonistami. Dogmatycy to instruktorzy szczerze przekonani o szkodliwości alkoholu w każdej ilości, a rewizjoniści to instruktorzy, którzy piją alkohol, ale chcieliby być praworządni, lub nie piją alkoholu, ale ten fakt jest dla nich niezwykle bolesny. :-)
OdpowiedzUsuńChciałem się nie wypowiadać w temacie, ale pozwolę sobie nie zgodzić się z ostatnim zdaniem wypowiedzi Maksymiliana. Nie piję alkoholu i nie chcę go pić, ale nie uważam go za coś z gruntu szkodliwego. Nie zmienia to faktu, że moim zdaniem 10 pPH nie powinien zostać ograniczony (może *rozszerzony* o "oraz jest wolny/a od nałogów pętających ducha i ciało"), jednakże dopuszczam myśl, że mogę nie mieć racji. Dlatego chciałbym móc zobaczyć dyskusję dwóch stron, bez odsądzania jednej od czci i wiary.
Usuń