Metoda harcerska jest niezwykle
nowoczesna nawet teraz - ponad sto lat po obozie na wyspie Brownse'a.
Kilka miesięcy temu na Facebooku furorę zrobiła informacja, że w Sztokholmie
postawiono radar, który nagradzał kierowców.
Rejestrował on przejazd wszystkich samochodów, a następnie ci kierowcy, którzy
prowadzili zgodnie z przepisami, brali udział w loterii, w której można było
wygrać nagrody pieniężne (ufundowane zresztą z mandatów tych, którzy przepisy
naruszyli).
Taki sposób mobilizacji kierowców, oparty na tzw. grywalizacji, okazuje się być dużo skuteczniejszy, niż ten oparty na karaniu. Na wszystkie okrzyki o nowatorstwie szwedzkiego rozwiązania doświadczony instruktor może wzruszyć ramionami i uśmiechnąć się pod nosem. Od wielu lat znamy zasadę pozytywnego oddziaływania, a wychowanie przez gry to chleb powszedni każdego drużynowego. Jednak harcerstwo, mimo swojej niezwykłej, stuletniej i nowoczesnej (spróbujcie znaleźć inną taką rzecz, do której pasowałyby oba te przymiotniki) metody, nie wyciągnęło wystarczających konsekwencji z niektórych wydarzeń ubiegłego wieku.
Taki sposób mobilizacji kierowców, oparty na tzw. grywalizacji, okazuje się być dużo skuteczniejszy, niż ten oparty na karaniu. Na wszystkie okrzyki o nowatorstwie szwedzkiego rozwiązania doświadczony instruktor może wzruszyć ramionami i uśmiechnąć się pod nosem. Od wielu lat znamy zasadę pozytywnego oddziaływania, a wychowanie przez gry to chleb powszedni każdego drużynowego. Jednak harcerstwo, mimo swojej niezwykłej, stuletniej i nowoczesnej (spróbujcie znaleźć inną taką rzecz, do której pasowałyby oba te przymiotniki) metody, nie wyciągnęło wystarczających konsekwencji z niektórych wydarzeń ubiegłego wieku.
Chciałbym przejść teraz do problemu zarządzania związkiem, chorągwią – a konkretniej, bardzo specyficznym sposobem w jaki podejmuje się decyzje. Widać to już na poziomie drużyny. O jej kształcie decyduje drużynowy. Nic dziwnego, zna chłopaków, zna ich wady i zalety, zna środowisko w którym działają. Wie o nich dużo, bez tego jego praca wychowawcza jest nieskuteczna. Podobnie hufcowy. Musi najpierw znać gromady i drużyny, które działają w jego środowisku. Dobrze znać drużynowych, wiedzieć jakiej pomocy mogą oczekiwać i potrzebować.
Problem jest w tym – i teraz proszę Was o doczytanie do końca, bo na początku, to co napiszę może wydawać się kontrowersyjne – że wyżej wygląda to podobnie. Władze, na przykład chorągwi chcą jak najlepiej poznać każdą jednostkę, każde środowisko, najlepiej każdego chłopaka. Potem, na tej podstawie, pojawiają się wizje, plany, potem decyzje i ich wykonanie. Co w tym złego? A to, że zarządzanie dużą strukturą nie może być tylko sztuką dla jednego aktora. Max Weber pisał, że władza może mieć uzasadnienie charyzmatyczne. Wtedy to wyróżniająca jednostka nadaje kształt strukturze. Może mieć też uzasadnienie legalne, wtedy o strukturze decyduje prawo – ale nie o prawo tu chodzi, tylko o racjonalność i profesjonalizm, która za prawem stoi.
Kandydaci na komendantów chorągwi od lat występują i prezentują nam swoją wizję, na niej zaś opierają swoje rozwiązania. Ale czy nawet najinteligentniejszy i najbardziej charyzmatyczny harcmistrz może w dostatecznym stopniu wiedzieć kim jest harcerz, jakie są problemy gromad, w jakim otoczeniu funkcjonują drużyny, jak ludzie postrzegają harcerzy? No dobrze – spytacie – ale jak ma to wiedzieć, jeżeli nie właśnie rozmawiając z ludźmi? Oczywiście, nie można przestać interesować się tym co dzieje się w drużynach, ale od naprawdę dawna wszystkie poważne organizacje działają profesjonalnie. Profesjonalnie – nie znaczy za duże pieniądze wynajętych z zewnątrz menedżerów i prawników.
Więc o co mi właściwie chodzi?
Zaangażujmy do pracy nad związkiem i chorągwią naukowców, praktyków,
studentów-instruktorów! Mamy w naszych szeregach dziesiątki studentów,
magistrów i doktorów socjologii, zróbmy poważne badania, żeby dowiedzieć się –
kim jest harcerz? Jakie są problemy harcerzy? Jak nas widzi nasze otoczenie?
Niech nasze działania mają poważne, racjonalne, metodologicznie poprawne
uzasadnienie. Mamy przynajmniej tyleż samo harcerzy prawników, sędziów.
Stwórzmy dla drużynowych przyjazne otoczenie prawne, stwórzmy dokumenty i
poradniki prawne – ostatnio dzwonił do mnie zaprzyjaźniony wódz gromady z
pytaniem – jak i kiedy dokładnie odpowiada on za zuchy według prawa. Nie
wiedział tego (bo i skąd) i nie musiał wiedzieć. Mamy w naszych szeregach
dziesiątki pedagogów, marketingowców, historyków, fizyków, inżynierów,
ekonomistów. Wykorzystajmy ogromny potencjał intelektualny jaki w nas leży. Nie
możemy decydować o kształcie harcerstwa, nie wiedząc kim jesteśmy – jedna osoba,
nawet najmądrzejsza, nie jest w stanie ogarnąć myślą tak dużej struktury.
Wciąż nie rozumiem o co Ci chodzi. Trochę się też nie zgadzam w różnych kwestiach (bo np. mamy specjalistów, którzy robią bardzo wiele, choć trzeba pamiętać, że zmiany po prostu trwają), ale przede wszystkim nie rozumiem.
OdpowiedzUsuńZa dużo wątków - od metody przez zarządzanie, sposób wyboru, władzy, Sztokholm, brak badań socjo nad tym kim są zwykli harcerze. Błagam o jednowątkowość, to może i dyskutować będzie łatwiej.
okej, tezy w punktach:
OdpowiedzUsuń- mamy nowoczesną metodę wychowawczą (kontrapunkt do następnych rozważań)
- a przy tym przestarzały, jednoosobowy system zarządzania większymi strukturami oparty na charyzmatycznych jednostkach
- w związku z tym wszystkie decyzje są podejmowane na podstawie osądu jednoosobowego, a nie racjonalnej, naukowej i pełnej ocenie sytuacji w jakiej te struktury się znajdują
- mamy instruktorów, którzy są wykształconymi ludźmi w różnych dziedzinach
- możemy wykorzystać ich potencjał naukowy i intelektualny tworząc, przede wszystkim - porządne badania socjologiczne, które pomogą nam ocenić naszą sytuację (kim jest harcerz, kim jest potencjalny harcerz, jak społeczeństwo widzi harcerzy itd)
- tak przeprowadzone badania powinny być podstawą do podejmowania długotrwałych decyzji dotyczących kształtu związku (czy chorągwi), a takimi podstawami w szczególności nie powinny być tylko przypuszczenia szefa związkowych struktur co do ich stanu (jakiegokolwiek odpowiednio wysokiego szczebla)
- ten potencjał intelektualny instruktorów możemy też wykorzystać do wielu innych rzeczy (organizując ich samych w struktury na szczeblu chorągwi czy związku)
System zarządzania Związkiem jest kolegialny i najważniejsze decyzje nie są podjemowane jednoosobowo. System charyzmatyczny o którym piszesz dotyczy wyłącznie działań stricte wychowawczych (Naczelnik -> Komendant Chorągwi -> Hufcowy -> Drużynowy), a nie całości zarządzania organizacją. Nie wiem, czy wiesz, że np. regulmainy dotyczę stricte OHy również muszą uzyskać akceptację Naczelnictwa. Istnieje też Rada Naczelna, która w swoim składzie ma doświadczonych ekspertów w kilku dziedzinach.Od dłuższego czasu, głównie na poziomie Związku, tworzone są rozmaite zespoły doradcze - np. historyczny lub prawny, które skupiają już wyłącznie ekspertów w konkretnych dziedzinach. Analizy socjologiczne, akurat dotyczące postaw instruktorów, były robione w ostatnim czasie przez osoby zawodowo tym się zajmujące.
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem to co piszesz to wyważanie otwartych drzwi. Jasne - problemy są i wiele rzeczy nie działa dobrze. Część zespołów o których pisałem w poprzednim akapicie jest martwa właściwie od momentu powstania, nie wszystkie instytucje Związku działają tak jak powinny - podejmują niewłaściwe decyzje lub po prostu są nieefektywne. Tylko często diabeł tkwi w szczegółach, w bardzo praktycznych uwarunkowaniach dotyczących detali. Ważne jest na pewno całościowe spojrzenie na budżet, ale tak, żeby uchwycić zyski i koszty pracy wolontariackiej.
Prosty przykład o którym mówił Góral - akcje zarobkowe. Specjalistów od prawa w ZHR jest masa i z uzyskaniem opinii niby nie było problemu (poza tym, że właściwie każdy mówił co innego :) ). Problem w tym, że w tak delikatnej sprawie ktoś musiał wziąć osobistą odpowiedzialność za podjętą decyzję, co również oznacza wzięcie na siebie konsekwencji przyjęcia przez organy podatkowej innej interpretacji - kar, odsetek, itp. . I tu się robi problem, bo prawnik-wolontariusz chętnie się w tej sprawie wypowie, ale nie zdejmie z władz ZHR odpowiedzialności karnej i finansowej za ewentualny bład w rozumowaniu. Gdyby ZHR miał pieniądze na zrobienie ekspertyzy podatkowej zewnętrznie, to sprawa byłaby załatwiona zapewne w tydzień, ale spodziewam się, że rozmawialibyśmy o dość sporych pieniądzach.
Fajnie, że robicie tego bloga i chcecie coś zmienić. Nie ma wśród Was nikogo, kto miałby długie doświadczenie pracy na najwyższych szczeblach zarządzania ZHR. To na pewno Wasz atut, bo nie macie schematów myślowych w głowie. Radzę Wam jednak, zanim zaproponujecie rozwiązania problemów, by zgłębić ich naturę, odbyć wiele rozmów z tymi, którzy byli we władzach i próbowali pewne rzeczy zmieniać. Oczywiście traktujcie te wszystkie wypowiedzi - "to się nie uda", "to już było i nie działa" krytycznie i sceptycznie, ale posłuchajcie ich zanim wrzucie kolejne pomysły reformy.
To co mnie osobiście najbardziej irytuje w ZHR to krótka pamięć. Nie uczymy się na doświadczeniach poprzedników. Bardzo często i bardzo chętnie podejmujemy się rozwiązywać problemy zupełnie od nowa, kończąc w tym samym miejscu, co poprzednicy. Marnujemy mnóstwo energii na rozwiązywanie problemów, na których rozwiązanie ktoś już zmarnował mnóstwo czasu i które za dwa lata znowu będą z mozołem rozwiązywane.
Rzucić pomysł, żeby wykorzystać doświadczenie zawodowe członków ZHR jest prosto - być nawet może ktoś podejmie wyzwanie, stworzy kolejny już bardzo ważny zespół do bardzo ważnej sprawy, będzie pewnie krótkoterminowy efekt i skończy się jak zwykle. Jednakże gdyby ktoś przemyślał dlaczego poprzednie próby wyszły tak sobie - zebrał i krytycznie opracował wnioski osób, które takie próby podejmowały w przeszłości, zobaczył czemu z zespołu prawnego pożytek jest niewielki albo czemu rozpadł się Matrix. Wow! To byłby solidny materiał do konkretnych zmian. Mam nadzieję, że wybierzecie ten drugi kierunek w pracach tego bloga. Powodzenia!
Dzięki za komentarz! i właściwie zgoda. Jednak ja też nie mogę w poście na blogu opisać (w sposób mnie satysfakcjonujący) takich doświadczeń i wyciągnąć z nich wniosków, bo dla mnie absolutnie satysfakcjonującym rozwiązaniem napisanie wyczerpującego tekstu, takiej np całościowej analizy, czyli tego co w tekście postuluję. Ale kierunki, które wskazujesz są bardzo dobre i mam nadzieję, że postaramy im się choć przyjrzeć (choć pewnie wnioski mam, bo sam jestem w zespole prawnym - który nie ukrywam, nie działa, prawdopodobnie dlatego, że wszyscy jego członkowie to akurat ci zarobieni czynni instruktorzy)
OdpowiedzUsuńCenna inicjatywa tylko trochę oderwana od konkretów.
OdpowiedzUsuńZapewniam Was, że Naczelnik ma wiele pomysłów na zmianę
Organizacji, czeka tylko na chętnych do konkretnej pracy a jego mail nie jest trudny do zdobycia.